Reprodukcja: Wikimedia
Reprodukcja: Wikimedia

Jednym z elementów życia w stylu slow jest powolne przechadzanie się. W dobie przemieszczania się coraz szybszymi środkami komunikacji zatracamy – zdaniem wielu – umiejętność spacerowania. Włóczenie się po okolicy, którą dobrze znamy, pozwala nam dostrzec nowe elementy. Czy flaneryzm praktykowany współcześnie to strata czasu?

Przyzwyczailiśmy się do tego, że przestrzeń pokonujemy przy pomocy różnych środków komunikacji – coraz szybszych i bardziej komfortowych. Jeżeli nie jeździmy własnym samochodem, wybieramy tramwaje i autobusy. Niewiele osób rezygnuje z transportu publicznego na rzecz pieszego przemieszczania się – nie tylko ze względu na odległości, ale także na fakt, że spacer po zatłoczonym mieście, wśród spalin, jest mało komfortowy. Zrozumiałe, że większość z nas zostawia przechadzki na dni wolne od pracy i odbywa spacery w plenerze – w otoczeniu przyrody. My jednak nie odżegnujemy się od chodzenia po mieście: może być to również ciekawe zajęcie – pod warunkiem jednak, że nie spieszymy się do pracy albo że nie jesteśmy spóźnieni na umówione spotkanie.

Iść i niekoniecznie dojść
Wyznawcy życia w zwolnionym tempie potrafią docenić niespieszne spacerowanie, ponieważ uważają, że przynosi ono wiele korzyści. W przechadzaniu się nie chodzi o to, aby dojść, lecz żeby iść. Nie ważny jest cel – ważny jest proces. Tom Hodgkinson, wydawca magazynu „The Idler”, autor książki „Jak być leniwym”, pisze: „Pieszy jest najzamożniejszym wśród ludzi: idzie dla przyjemności, obserwuje, ale nie bierze udziału, nie spieszy się, jest szczęśliwy w swoim własnym towarzystwie, wędruje bezstronny, roztropny i pogodny, podobny bogom. Jest wolny.”* Hodgkinson uważa, że przechadzanie się jest rodzajem buntu przeciwko „życiu podporządkowanemu celom, byciu zajętym, bieganinie i znojnym trudom. Dla duchów twórczych spacerowanie harmonijnie łączy pracę z wypoczynkiem.”** Czy to możliwe, że pozornie pozbawione celu przechadzanie się może przynieść konkretne owoce?

Koneserzy spacerów
Miłośnikami spacerów byli m.in. słynni twórcy: Wiktor Hugo, William Blake i Ludwig van Beethoven, którzy podczas wielogodzinnych włóczęg obmyślali szczegóły kolejnych dzieł i projektów. Wiele osób potwierdza, że podczas przechadzek udaje im się uporządkować myśli, wpaść na ciekawy pomysł albo rozwiązać problem, który od dawna ich trapił. Okazuje się więc, że w trakcie spacerowania wcale nie tracimy cennego czasu, a możemy zyskać. Dzieje się tak dlatego, ponieważ w ciekawym otoczeniu, w oderwaniu od codziennej rutyny – wtedy, kiedy nie zmuszamy się do intelektualnego wysiłku – nasz mózg wskazuje nam najlepsze rozwiązania (które prawdopodobnie już od dawna głęboko w nim tkwiły). Przypomina to wpadanie na najlepsze pomysły w nietypowych miejscach i okolicznościach: pod prysznicem, podczas sprzątania, w trakcie jazdy rowerem – wielu z nas tego doświadczyło.

„Flâneur” oraz flaneryzm
Pojęcie narodziło się ponad czterysta lat temu we Francji. W słownikach z początku XIX wieku czytamy, że „flâneur” to włóczęga, próżniak, człowiek bez zajęcia i adresu. W drugiej połowie XIX wieku tym określeniem nazywano osoby trwoniące czas na oglądanie sklepowych wystaw. Flaner spopularyzowany zostaje przez literaturę i pojawia się w opowiadaniach oraz powieściach m. in.: Honoriusza Balzaca, Karola Dickensa, Gustawa Flauberta, Wiktora Hugo i Edgara Allana Poe. Na początku XX wieku postać zaistniała w twórczości filozofa, eseisty i pisarza Waltera Benjamina, zainspirowanego twórczością Charlesa Baudelaire’a autora „Pasaży”.*** Flaner to osoba tajemnicza, ciekawa świata, to dobry obserwator o lekko ironicznym nastawieniu do rzeczywistości. Samotnie pokonuje ulice metropolii, uwielbiając powolne wędrówki szczególnie po eleganckich pasażach handlowych. Jest poetą lub pisarzem, malarzem, filozofem albo po prostu dandysem i lekkoduchem. W literaturze pojawia się jako detektyw, myśliciel, arystokrata albo zbuntowany obywatel. Flaner bez wątpienia wie, jak w niespieszny sposób celebrować codzienność.

Flanerowanie współcześnie
Wolne tempo przechadzania się nie pasuje do coraz szybszej współczesności, w której pośpiech jest w dobrym tonie. W naszych czasach osoby mające wiele zajęć, a także twierdzące, że brak im czasu, wzbudzają zazwyczaj większy szacunek otoczenia niż ludzie, którzy dysponują nim niemal zawsze. Bezcelowe snucie się po mieście może wydać się więc podejrzane. Ostatnie lata przyniosły w Polsce nowy sposób flanerowania: jest nim spędzanie czasu w galeriach handlowych, podziwianie towarów (niekoniecznie kończące się zakupami), a także przyglądanie się przechodniom. Przypomina to zdecydowanie dawny paryski flaneryzm, choć ten klasyczny miał zazwyczaj filozoficzną i antyburżuazyjną podbudowę, której temu współczesnemu – konsumpcjonistycznemu – zdecydowanie brakuje.

Miejsca i zakątki
Czy współczesny flaneryzm należy więc kojarzyć jedynie z pozbawionym pośpiechu spędzaniem czasu w galeriach handlowych? Zdecydowanie nie, ponieważ taki sposób ani nie wzbogaca nas wewnętrznie, ani nie przynosi uspokojenia. Wręcz przeciwnie: często szybko męczy, naraża na działanie zbyt wielu bodźców (hałas, tłum), a nawet rodzi frustracje (np. z powodu niemożności pozwolenia sobie na każdą rzecz, którą chcielibyśmy mieć). W galeriach handlowych godziny płyną bardzo szybko, a my – nieświadomi tego, czy na zewnątrz jest jeszcze jasno, czy już zapadł zmrok – tracimy poczucie czasu. Na przechadzki proponujemy więc inne otoczenie: ciekawe zakątki naszego miasta, miasteczka, naszej gminy lub osiedla.

Sztuka przechadzania się
Powolne spacerowanie można uprawiać w miejscach, które doskonale znamy – warto jednak nauczyć się patrzyć na nie tak, jakbyśmy widzieli je po raz pierwszy. Poczujmy się jak turyści, nie określajmy precyzyjnie ani celu i trasy, ani godziny powrotu z przechadzki. Nie spieszmy się. Bądźmy uważni. Popatrzmy na otoczenie z zachwytem i ciekawością. Może uda nam się odkryć nieznaną nam wcześniej ulicę z oryginalnymi starymi budynkami? Albo piękny park lub uroczy skwer? A może znajdziemy malowniczą ścieżkę, prowadzącą w stronę podmiejskich łąk i lasów? Postępujmy tak, jak radzi Tom Hodgkinson: „Włóczcie się. Snujcie się. Dryfujcie. Gdy zwolnimy tempo i pozwolimy sobie na dryfowanie, pojawia się bardzo przyjemne uczucie wyższości i panowania nad własnym przeznaczeniem.”****

Ilustracja:
Obraz „Richard Gallo i jego pies w Petit Gennevilliers” (ok. 1884), autor: Gustave Caillebotte (1848-1894). Źródło reprodukcji: Wikimedia Commons.


Przypisy:
* T. Hodgkinson, Jak być leniwym, przeł. M. Glasenapp, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, s. 101.
** Tamże, s. 106.
*** M. Dzionek, W stronę antropologii przestrzeni. Flâneur – szkic do portretu, Anthropos Pismo Koła Naukowego Filozofii Kultury przy Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego, nr 2-3 (2-3) 2003, www.anthropos.us.edu.pl (dostęp: 11.09.2015).
**** T. Hodgkinson, dz. cyt., s. 113.

Życie towarzyskie w XIX wieku

Czasy Belle époque wydają się ze współczesnego punktu widzenia fascynujące. Wpływ na to ma bez wątpienia wspaniała moda, niezwykła atmosfera i szczypta tajemniczości, jaka towarzyszyła tamtym latom. Miłośnikom dawnych obyczajów i historycznych ciekawostek polecamy książkę „Życie towarzyskie w XIX wieku. Wspaniałe czasy Belle époque” Agnieszki Lisak.

Czytaj więcej: Życie towarzyskie w XIX wieku

Ciasteczka

Pliki ciasteczek wykorzystywane są przez wortal Koneserzy.pl w celach statystycznych oraz w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania strony internetowej. W dowolnym momencie, korzystając z ustawień przeglądarki, dostosować możesz poziom wykorzystania plików cookies przez przeglądarkę.

Polityka prywatności

Dobrowolne zgłoszenie się do listy newslettera umożliwia otrzymywanie cyklicznych informacji drogą mailową. Zapewniamy bezpieczeństwo przechowywania adresów e-mail oraz gwarancję nieudostępniania ich osobom lub podmiotom trzecim.

Prawa autorskie

Copyright by www.koneserzy.pl. Idea oraz wszelkie elementy tekstowe i graficzne wortalu chronione są prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie zamieszczonych w wortalu artykułów lub ich fragmentów oraz zdjęć i filmów bez zgody www.koneserzy.pl zabronione.